Witam.  Mam na imię Dorota , jestem mamą osiemnastoletniego , jedynego , najukochańszego syna Adika ( Adrian) 

Mój dramat rozpoczął się 12 stycznia 2017 roku. Wiadomość – wypadek samochodowy 900 m od domu. Będąc na miejscu wypadku  widzę syna i słyszę głosy i krzyki : „ Dorota on żyje , oddycha „ Z duszą na ramieniu , paniką , przerażeniem i strachem sąsiad zawiózł mnie do szpitala.

Trzy godziny oczekiwania na informację od lekarzy. Czas stanął w miejscu , godziny były udręką. Ksiądz pociesza , otwiera kaplicę – modlę się . W końcu jest informacja . Stan krytyczny , obrzęk mózgu i krwiak. Wiadomość podcina mi nogi , nie dopuszczam myśli , że nie wyjdzie z tego. Jest młody krzyczało serce , wyjdzie z tego , nie może mnie przecież zostawić . !!! Przez tydzień walczyliśmy o Niego . Robiliśmy wszystko. Jeździliśmy od lekarzy do lekarzy, modlitwy , Msze Św. , namaszczanie świętymi olejkami , dyżury pod drzwiami intensywnej terapii i przy łóżku , od którego nie odchodziłam .Wyrozumiałość lekarzy , że mogliśmy siedzieć nawet do 23:00. Wielki koszmar i bezradność.

20 styczeń 2017r. Stało się najgorsze , to czego najbardziej się obawiałam . Mózg mojego Syneczka  umarł.... Komisja stwierdziła śmierć pnia mózgu. To koniec !!!! Świat runął , życie straciło sens , krzyk , ból , panika , strach, złość, bezradność . To niemożliwe !!! Przecież Jego serce bije . Walczę dalej . Wierzę w cud. W końcu ostateczna decyzja . Pytanie o oddanie organów. Ból jeszcze większy. Moje dziecko umiera , a Jego serduszko bije. Decyzja nasza była na TAK , bo wiem, że On tego by chciał. Wiem , że to koniec. Czuję się jakbym umierała z Nim , jakby ktoś wyrwał mi serce. Pytanie dlaczego ? Czemu On ??. Poczucie bezradności ,  bezsilności i wbrew pozorom to nie był najgorszy czas. Dramat i śmierć moja za życia przyszła po pogrzebie. Cisza , pusty pokój,

Psychiatra daje duże dawki leków , depresja, trauma pourazowa chęć skończenia ze sobą . Z dnia na dzień pogrążałam się . Mijały miesiące , a ja bez siły do walki i chęci by żyć . Trzy miesiące szpital psychiatryczny dzienny. Coś się zmobilizowałam , zrozumiałam , ale dalej życie w czarnych kolorach, żyję przeszłością . Aż do dnia 23 listopada 2018 r , gdzie wzięłam udział w rekolekcjach terapeutycznych „ Przejście”. Przygoda z Karoliną Kózką zaczęła się jednak wcześniej w maju 2017r. Zaczęliśmy jeździć na Drogę Krzyżową każdego 18-tego dnia miesiąca i to Ona wskazała mi drogę do tych rekolekcji. Jechałam pełna nadziei , ale małej wiary.  To co jednak tam się wydarzyło to coś pięknego , czego nie da się wyrazić słowami. Poczułam jak sam Bóg z moim syneczkiem i moim tatą przytulają mnie do siebie. Jak wiele miłości spływa na mnie , jak rzeczy , które są nie do pokonania stają się mniejsze, lżejsze , jak topi się ból i lód na moim sercu i oddaję całe cierpienie Jezusowi, a On daje mi ogrom miłości i siły. Czuje spokój , ukojenie, chęć życia i dzielenia się moim doświadczeniem z innymi. Wiem , że moje dziecko jest z Nim bardzo szczęśliwe i że żyło krótko, ale   intensywnie. Że odszedł w pełni chwały i miłości. Wspiera mnie , jest ze mną i czeka na mnie. Ja jednak muszę jeszcze żyć , bo coś mam do wykonania na tym świecie . Razem z Karolinką , Jezusem , tatą i synkiem dam radę. Aha … jeszcze jedną rzecz uświadomiła mi Karolinka . Mianowicie , że mój Adik żyje  w czterech innych osobach o czym zupełnie zapomniałam kilka miesięcy temu.

Wiec jeśli ktoś czuję się bezradny , samotny i wydaje mu się , że życie umarło zapraszam w imieniu swoim i Karolinki Kózki da Zabawy i Wał Rudy po Łaski , które są tam udzielane . Tam odnajdzie ukojenie , miłość , spokój i odnajdzie siebie .

 

Chwała Panu.